Fajny dzień
2011-11-28
Wbrew rannym zapowiedziom zrobił się fajny dzień...w końcu przełamałam pewną barierę i uniezależniłam się od ludzkich fanaberii super!!! Mała rzecz, a cieszy. Przed chwilą wróciłam z siłowni, zmęczona trochę, ale to fajne zmęczenie :) Zaraz zrobię sobie kolację - tylko czekam aż ugotuje mi sie brukselka. Uwielbiam brukselkę.
Zatem dziś żadnych interesujących wpisów nie będzie, nie mam siły, ani ochoty na to. Kolacja, prysznic i łóżko :) A w łóżku poczytam sobie chwilę i pewnie szybko zasnę.
Niby zwyczajny, a taki fajny dzień :)
Krytyka Polityczna
2011-11-27
"Krytyka polityczna" - fajnie, że istnieje...
Refleksja bieżąca
2011-11-27
Od pewnego czasu zaczęła krążyć mi po głowie myśl...a może zacząć pisać bloga?
Kiedyś wydawało mi się to idiotyczne, publiczne wynurzanie własnych myśli, opinii, rozważań mniej lub bardziej osobistych...po co to komu? Co innego wydać książkę, napisać artykuł w poważnej gazecie...coś, co może wpłynąć na kogoś, jego myślenie, skłonić do refleksji choć jednego człowieka...ale prywatny blok „szarej” osoby...po co to komu? Idiotyczne! - myślałam. I do końca nie wiem, czy nie miałam racji... Ale teraz taki przyszedł czas, że dostrzegłam w tym jakiś sens, albo może inaczej osobistą potrzebę, a może w jakimś sensie brak wyjścia. Zrodziła się ona z paru kwestii, czy zechcę je tu wymienić, nie wiem... Na razie wspomnę o jednej, o potrzebie jakiejś swoistej,osobistej „autoterapii”.
A dalej zobaczymy...
Ileś zdarzeń w moim życiu, nie trafność wyborów, osobiste zawiłości - nie wszystkich ich żałuję, ale które czasem odbierały mi siłę do konsekwentnego pójścia w obieranych kierunkach zaprowadziły mnie w trochę „ślepy zaułek” - ślepy w moim odczuciu, bo pewnie zdaniem wielu mogłoby to być uznane za jakieś dziwaczne fanaberie , głupotę itd. itp. Tylko o ile zdanie nielicznych ważnych dla mnie ludzi szanuję (co nie oznacza identyfikacji z nim), o tyle zdanie wielu kompletnie mnie nie obchodzi. Bo cóż może mnie obchodzić zdanie wielu kompletnie obojętnych mi osób?
Ale do rzeczy. Jeszcze do niedawna walczyłam z poczuciem winy na wielu polach. Powoli uporałam się z tym poczuciem - w pewnej mierze. Rozumiem już, że wiele rzeczy to nie kwestia winy...ale to temat nie na teraz. Jednak wiele nadal mam sobie do zarzucenia, do zarzucenia w kwestiach rzeczy, których nie zrobiłam, albo nie doprowadziłam do końca. Trochę da się odrobić, tylko że czasem brakuje mi siły, czasem odwagi, a czasem natłok bombardujących problemów i dylematów czyni mi taki mętlik w głowie, że staję w miejscu i nie robię prawie „nic”. Jakby czekając, aż jakieś „cudowne zdarzenie z zewnątrz” pchnie mnie we właściwym kierunku. A może za duże cele, czy wymagania sobie stawiam...??? Nie wiem...
W każdym razie pomyślałam; jak coś spiszę może ta burza myśli, problemów, wyrzutów, pragnień, tęsknot, uczuć...jakoś poukłada mi się w głowie, usystematyzuje? Może uda mi się „ogarnąć” trochę ten wewnętrzny chaos, jaki mi towarzyszy? Pewnie, mogłabym to spisywać dla samej siebie, po co od razu na blogu... ? Ale tak zdecydowałam. Zobaczymy co z tego wyjdzie? Czy za kilkadziesiąt zdań nie uznam, że był to pomył zupełnie bez sensu? A może wręcz przeciwnie?
Ten „wstęp” też chyba piszę najbardziej dla siebie, żeby uzewnętrznić jeden z powodów „zaistnienia” w sieci.
Nie będzie poruszania jednego tematu, stąd zatytułowałam bloga „Refleksja bieżąca”. Jedne tematy będą pewnie częściej wracały, inne pojawią się rzadziej, inne jednorazowo, trochę będzie bardzo osobiście (choć w pewnych granicach), to znów bardziej „neutralnie”. Taki trochę bałagan, pozornie niezwiązane ze sobą „kartki z życia” - ale moje :) Może jednak powoli okaże się, że ten chaos ma sens... Pewnie fajniej byłoby o wielu sprawach pogadać z przyjacielem(ką), tyle że jakiś czas temu „odkryłam”, że nie mam przyjaciół... Mam parę osób, z którymi dobrze się znam, spotykam tu i tam, chodzę na piwo, pozornie gadam także i o bardzo osobistych sprawach...ale coraz częściej nie przypomina mi to rozmowy, a jedynie bezrefleksyjną wymianę zdań. Patrzę i widzę...tych ludzi to kompletnie nie obchodzi, są tak zamkniecie w swojej codzienności, że poza zaspokojeniem jakiś płytkich potrzeb nie interesuje ich nic. Nie to żebym chciała ich obrazić, czy sama wynosiła się „ponad ich przyziemność”, nie, po prostu brakuje wokół mnie ludzi o horyzontach wykraczających poza „gary, kapcie, wysokość pensji, komedię romantyczną, bezrefleksyjne wypicie piwa...” . Tak to też moja „wina”, że ustawiłam się w takim miejscu życia, że takich ludzi brak wokół mnie, bo w ogóle to w ludzkiej przestrzeni wcale ich nie tak mało. Natomiast w mojej przestrzeni może z dwie, trzy osoby takie by się znalazły...ale z jedną z uwagi m.in. na odległość kontakt mam sporadyczny, druga ostatnio bardzo rozczarowała mnie, jako człowiek – przyjaciel, a trzecia – no tu właśnie nie mam pewności, jak to jest...
|